Pierwszy prawdziwy cios…

Pierwszy prawdziwy cios wymierzony w Chiny
**I drugi dziś artykuł, tym razem w całości poświęcony wczorajszemu wprowadzeniu ceł przez USA. Polecam również mój artykuł o amerykańskich cłach na aluminium i stal. **
USA od wielu lat groziły Chinom użyciem artykułu 301 z Ustawy o handlu z roku 1974. W 2010 roku wszczęto nawet postępowanie w tej sprawie, które miało doprowadzić do ukarania Chin za łamanie porozumień handlowych – bez rezultatu. Donald Trump podczas swojej kampanii wyborczej zapewniał, że kiedy on zostanie prezydentem, doprowadzi do nałożenia karnych ceł na Chiny. W końcu, po 14 miesiącach od objęcia władzy, Trump spełnia swoją obietnicę – na mocy właśnie artykułu 301 USA nałożą cła na importowane towary z Chin o wartości 50 mld USD.
Czym jest artykuł 301 Ustawy o handlu z 1974 roku? Mówi on m.in. o tym, że w wypadku gdy jakieś państwo będzie stosowało nieuczciwe praktyki handlowe, prezydent USA ma prawo do użycia wszelkich odpowiednich środków mających na celu wyeliminowanie stosowania tych praktyk. W przypadku Chin chodzi o nielegalne praktyki związane z kradzieżą własności intelektualnej, transferem technologii oraz innowacji. Wszczęcie postępowania nastąpiło w sierpniu 2017 roku z inicjatywy prezydenta.
Dodatkowym powodem nacisku Trumpa na Chiny jest fakt posiadania znaczącego deficytu handlowego w relacjach z Chinami – eksport do Chin wynosi około 131 mld USD, import zaś 506 mld USD, co oznacza że deficyt znajduje się na poziomie 375 mld USD. Bardzo dużą częścią składową w dużej części wynika to z tego, że amerykańskie przedsiębiorstwa wysyłają do Chin część elementów składowych potrzebnych do stworzenia jakiegoś dobra, po czym w Chinach są one montowane i wysyłane w gotowej formie do USA. W związku z tym relacje handlowe obu państw są ze sobą bardzo ściśle powiązane. Dotychczasowe amerykańskie wysiłki nie kończyły się powodzeniem – chociażby za czasów Trumpa warto wskazać o planie 100-dniowym, hucznie ogłoszonym w kwietniu zeszłego roku, kiedy obie strony porozumiały się co do dążeń do zmniejszenia deficytu. Ostatecznie plan okazał się być klapą, Chiny nie zrobiły niemalże niczego.
Wzmożenie nacisku na Chiny nastąpiło na początku marca, co było efektem nieudanych rozmów na wysokim szczeblu z chińskim wysłannikiem Liu He, piastującym wysokie stanowisko w Partii Komunistycznej Chin i będącym jedną z najważniejszych postaci jeśli chodzi o odpowiedzialność za chińską gospodarkę. Wtedy to prezydent Donald Trump wprowadził cła na import aluminium i stali, co wiele osób uznało za atak na Chiny (niesłusznie, jako że Chiny są tylko w niewielkim stopniu eksporterem tych surowców do USA), zaś po kilku dniach do opinii publicznej przedostała się również informacja, że USA domagają się obniżenia deficytu handlowego z Chinami o 100 mld USD (co miało być wynikiem zwiększenia amerykańskiego eksportu) . Również w tym samym okresie (7 marca) amerykańska administracja ogłosiła , że rozważa nałożenie ograniczeń na chińskie inwestycje kapitałowe w USA oraz nałożenie ceł jako formę kary za kradzież intelektualną – jednakże jeszcze bez konkretnych liczb. Dodatkowo 12 marca prezydent Trump zablokował transakcję kupna amerykańskiego przedsiębiorstwa Qualcomm zajmującego się komunikacją bezprzewodową przez firmę Broadcom, mającą swoją siedzibę w Singapurze. Planowane przejęcie firmy mogłoby, zdaniem amerykańskich urzędników, doprowadzić do wykorzystania patentów Qualcomm dotyczących technologii 5G przez Chiny, co dałoby im przewagę nad amerykańską technologią.
Kolejny element nacisku pojawił się 13 marca, kiedy to ukazała się pierwsza konkretna informacja jakiej wartości towarów importowanych z Chin mają dotyczyć cła – miało to być 30 mln USD (w źródłach Reutersa pojawiła się nieoficjalnie kwota nawet dwukrotnie wyższa ), co miało skłonić władze w Pekinie do zaprzestania zmuszania amerykańskich przedsiębiorstw do dzielenia się swoją technologią z chińskimi wykonawcami i partnerami. Dokładne informacje miały zostać podane w ciągu tygodnia dwóch. Dodatkowo sankcje miały zostać wsparte ograniczeniami wizowymi dla chińskich studentów, naukowców i dyrektorów. Uruchomiona miała zostać także ścieżka WTO, gdzie rozważano uruchomienie sprawy przeciwko Chinom z powodu łamania przez nich zasad handlu. Wszystko to miało być narzędziem negocjacyjnym w rozmowach z Chinami, jak stwierdził doradca Trumpa ds. ekonomii, Lawrence Kudlow.
Z Chin w dalszym ciągu nie płynęła konkretna odpowiedź na wzmożenie amerykańskich działań przeciwko Pekinowi – chiński parlament miał w tym czasie doroczną sesję, podczas której miały również zostać wybrane nowe władze państwowe. Ciągle powtarzano, że handel międzynarodowy to nie jest gra o sumie zerowej, gdzie żeby jedna strona zyskała to druga musi stracić, że Chiny sprzeciwiają się wdrażaniu jakichkolwiek jednostronnych środków protekcjonistycznych i że w wypadku podjęcia decyzji szkodzących Chinom, USA muszą liczyć się z odwetem.
Niedługo potem kwota 60 mld USD stała się najczęściej wymienianą kwotą według źródeł – Donald Trump uważał, że 30 mld USD to za mało, że musi to możliwie mocno uderzyć w chiński sektor związany z technologią i telekomunikacją. W sumie cłami miało zostać objętych ponad 100 produktów, bez wymieniania jednakże o jakie konkretnie chodzi. Przodownikami tego podejścia byli Peter Navarro oraz Robert Lighthizer, przedstawiciel USA ds. Handlu. Z kolejnymi dniami coraz więcej stawało się jasne – datą kiedy prezydent Trump ogłosi decyzję miał być czwartek, 21 marca.
O godzinie 12:45 czasu waszyngtońskiego prezydenckie memorandum zostało podpisane przez Donalda Trumpa. Jest to historyczne posunięcie przeciwko chińskiej „agresji ekonomicznej”, jak zostało to określone przez przedstawicieli Białego Domu. Ostateczna wartość towarów które zostaną objęte cłami wynosi 50 mld USD. Dokładna lista produktów ma zostać przedstawiona w ciągu 15 dni, jednakże cła skupiać się mają na 10 sektorach strategicznych dla chińskiego planu „Made in China 2025”: zaawansowane produkty IT, zautomatyzowane narzędzia oraz robotyka, sprzęt lotniczy i aeronautyczny, sprzęt morski, nowoczesny sprzęt kolejowy; pojazdy elektryczne i napędzane innymi rodzajami „nowej energii”, sprzęt energetyczny, sprzęt rolniczy, „nowe materiały” a także biofarmaceutyczne i inne zaawansowane produkty medyczne. Po tych 15 dniach czas na komentarze będą mieli przedstawiciele poszczególnych amerykańskich gałęzi przemysłu. Wejście w życie memorandum ma nastąpić w ciągu przynajmniej 45 dni, zaś w ciągu 60 dni od podpisania dokumentu, Departament Skarbu ma dokonać ostatecznych rekomendacji dotyczących listy produktów objętych cłami. Równocześnie mają zostać podjęte działania w WTO skierowane w „dyskryminacyjne praktyki Chin”. W ciągu 60 dni ma również zostać opracowany plan w jaki systemowy sposób ograniczyć chińskie inwestycje w kluczowych sektorach – być może będą takie dozwolone tylko w tych sektorach, gdzie amerykańskie przedsiębiorstwa będą miały szansę bez ograniczeń zainwestować w Chinach. Zdaniem wiceprezydenta Michaela Pence’a, „Era ekonomicznego poddawania się właśnie się zakończyła”. Dokument podsumowujący dochodzenie w sprawie artykułu 301 do znalezienia tutaj .
Chińska reakcja na podpisane memorandum zgodnie z oczekiwaniami była ostra – chińska ambasada w USA stwierdziła w oświadczeniu, że „Chiny nie chcą wojny handlowej z nikim. Jednakże Chiny nie cofną się i nie boją się wojny handlowej. Chiny są zdolne do stawienia czoła każdemu wyzwaniu. Jeśli byłaby to wojna handlowa wszczęta przez USA, Chiny będą walczyć do samego końca by ochronić swoje zgodne z prawem interesy wszystkimi możliwymi środkami.” W oświadczeniu wydanym przez chińskie Ministerstwo Handlu USA nazwano państwem „uporczywie przekraczającym międzynarodowe zasady handlu” . Chińska prasa bardzo mocno nawołuje do uderzenia w m.in. dwa istotne amerykańskie produkty eksportowe: soja oraz samoloty Boeinga, których znaczna część (62% i 25%) eksportu ląduje w Chinach. Szczególnie amerykańska firma lotnicza jest narażona na chińskie cła odwetowe. Zresztą to nie był przypadek, że lista amerykańskich produktów na które zostaną nałożone chińskie cła w odwecie za cła na stal i aluminium została opublikowana tego samego dnia – Chiny dają do zrozumienia, że nie będą zamierzały się wycofać przed amerykańskim naciskiem. Warto wziąć pod uwagę także chiński popyt na amerykańskie produkty elektroniczne – o ile odgórne ograniczenie sprowadzanych do Chin produktów może wywołać niezadowolenie obywateli, o tyle skuteczne może się okazać oddolne (poprzez negatywny medialny wizerunek USA jako państwa zagrażającemu suwerenności Chin) zbudowanie resentymentu do amerykańskich produktów, co zaowocuje zmniejszeniem na nie popytu, co uderzy w amerykańskich producentów – tak, jak to było w przypadku sporu z Japonią o Wyspy Senkaku czy z Koreą Południową przy okazji pojawienia się baterii THAAD niedaleko granicy z Koreą Północną.
Czy amerykańska polityka ma szansę powodzenia? Przede wszystkim trzeba powiedzieć, że cła na produkty o wartości 50 mld USD + uprzednio wprowadzone cła na panele słoneczne, pralki, stal i aluminium to wciąż niewielka część chińskiego eksportu do USA, bo ledwie około 10%.
Z całą pewnością wojna handlowa, bo o takiej już można z dużą dozą prawdopodobieństwa mówić, nie będzie do wygrania przez USA w pojedynkę. Przedstawiciele amerykańskiego rządu muszą znaleźć na świecie sojuszników, którzy także będą skłonni do uderzenia w Chiny – chętni mogą się znaleźć, jako że chińska kradzież technologiczna jest tajemnicą poliszynela, każdy o niej wie, ale nikt nie ma odwagi czegoś z tym zrobić. W momencie kiedy w kierunku Chin rzucony został pierwszy kamień, zdecydowanie łatwiej jest dołączyć do tego grona. Oczywiście nie da się ukryć, że rację mają ci wszyscy, którzy mówią, że na wojnie handlowej nie da się wygrać – tyle tylko że gra, przynajmniej z punktu widzenia USA, może toczyć się o coś więcej – o zaprzestanie nierównej, merkantylistycznej gry prowadzonej przez Chiny i wywalczenie równych zasad handlu i inwestycji dla wszystkich. Żeby tego dokonać, potrzebnych będzie więcej agresywnych kroków – ten jest zaledwie pierwszym, do tej pory żadna administracja nie miała odwagi postawić się władzom Chin. Wszystko zależy od tego, czy jest to tylko jednorazowe posunięcie, czy też może element większej strategii, na co wskazuje zgłoszenie sprawy Chin do WTO – czas pokaże. Amerykanie będą musieli ponieść koszty, żeby w dłuższym terminie móc na tym zyskać. Chiny, zwłaszcza po umocnieniu władzy w rękach Xi Jinpinga, z całą pewnością nie będą chciały wyjść z tej konfrontacji jako przegrany; co więcej, nawet w wypadku gdyby obie strony dogadały się ze sobą, kwestią otwartą pozostaje dotrzymanie obietnicy przez Chiny, co jak pokazuje przeszłość, nie jest wcale proste do osiągnięcia. W końcu dla nich nic nie będzie tak opłacalne, jak zachowanie dotychczasowego statusu quo.
#azjatyckaowca #azja #chiny #usa #gruparatowaniapoziomu #ekonomia