Podatki do gruntownej…

Podatki do gruntownej reformy

Jakub Sawulski, ekonomista z Instytutu Badań Strukturalnych, w rozmowie z Michałem Sutowskim pokazuje, komu cały ten system zabiera za mało, a komu o wiele za dużo.

W raporcie Kogo obciążają podatki w Polsce, który niedawno opracowałem, analizuję wpływy nie tylko budżetu państwa, ale też sektora ubezpieczeń społecznych i samorządów. Podatki i składki na ubezpieczenie społeczne traktuję więc łącznie, to raz. Dwa, że licząc tą metodą, największa część ściąganych przez państwo danin to właśnie opodatkowanie pracy. Zresztą, nawet nie licząc składek, sam podatek PIT jest drugim po VAT źródłem dochodów państwa, potem jest akcyza i dopiero na końcu CIT dla przedsiębiorców, w sumie trzy razy mniejszy od podatku od osób fizycznych.

U nas akurat składki mają relatywnie duże znaczenie, bo komponent „obywatelski” systemu, jeśli nie liczyć emerytury minimalnej, praktycznie nie istnieje. A składki są z zasady liniowe albo nawet regresywne, żeby osoby o wysokich dochodach nie miały nadmiernie wysokich emerytur. (…) W Polsce są regresywne składki, więc trzeba je po prostu zrównoważyć podatkiem progresywnym.

Mój pogląd jest taki, że emeryci nie są grupą, do której w pierwszej kolejności należy kierować politykę transferową. W interesie osób starszych trzeba usprawniać ochronę zdrowia i opiekę senioralną, ale ich dochodowa sytuacja jest dziś relatywnie nie najgorsza. Dlatego moim zdaniem nie należy podwyższać kwoty wolnej, lecz bardziej ulżyć pracującym biednym. W Polsce są ludzie, którzy pracują powyżej wymiaru jednego etatu, a i tak mają problem, by związać koniec z końcem – są najczęściej nisko kwalifikowani, więc pracodawcy wykorzystują ich słabą pozycję na rynku.

Szacuję, że część fikcyjnie samozatrudnionych może płacić nawet dwukrotnie niższe podatki, niż gdyby byli zatrudnieni na umowę o pracę. A mówimy o prawie 166 tysiącach osób. (…) Domyślam się, że nie ma woli politycznej [by z tym walczyć], bo uderzenie w tę grupę uderzałoby równocześnie w mit „polskiej przedsiębiorczości”. Chociaż w praktyce to nie jest żadna przedsiębiorczość – jeśli ktoś pracuje dla jednego klienta, pod nadzorem, robi ciągle to samo, nie rozwija swoich produktów czy usług, to jest to zwyczajny pracownik.

Nominalna stawka podatku dla dużych korporacji, które mają osobowość prawną i płacą CIT, wynosi 19. Jednak w rzeczywistości te przedsiębiorstwa płacą ledwie 11 – tyle wynosi ich średnia „stawka efektywna”. To mniej niż średnia nie tylko w UE, ale nawet w państwach z nami sąsiadujących. Różnica między stawką efektywną i nominalną występuje wszędzie, ale u nas jest ona wyjątkowo duża.

Przede wszystkim chodzi o to, by obniżyć daniny ludziom o najniższych zarobkach. Co ciekawe, najważniejsza tego rodzaju reforma była obietnicą wyborczą PiS z 2015 roku – kwota wolna w wysokości 8 tysięcy złotych. Pozostała jednak niezrealizowana do dziś.

Podatki konsumpcyjne i składki ubezpieczeniowe są z natury regresywne, więc trzeba to równoważyć gdzie indziej, przez opodatkowanie majątków, progresywne podatki od pracy i uniemożliwienie zamożnym ucieczki na samozatrudnienie.

#gospodarka #ekonomia #socdem #publicystyka #polityka